Termin „lifting” stał się w medycynie estetycznej niemal uniwersalnym określeniem poprawy wyglądu twarzy. Mówimy o technikach liftingujących, preparatach liftingujących, wektorach liftingu i niechirurgicznym liftingu. Problem polega jednak na tym, że za tym jednym słowem mogą kryć się zupełnie różne zjawiska: zwiększenie objętości, zmiana projekcji, poprawa konturu, przesunięcie powierzchni skóry, korzystniejszy światłocień, lepsza ocena na zdjęciach albo większa satysfakcja pacjenta.

Steven Harris i Alain Michon w pracy opublikowanej w 2026 roku w JPRAS Open postanowili sprawdzić, co badacze naprawdę mierzą, kiedy piszą o liftingu uzyskanym za pomocą wypełniaczy. Autorzy przeanalizowali reprezentatywną grupę 14 badań dotyczących kwasu hialuronowego, hydroksyapatytu wapnia, kwasu polimlekowego, polikaprolaktonu oraz preparatów hybrydowych. Nie był to klasyczny przegląd systematyczny zgodny z PRISMA, lecz ustrukturyzowana krytyka metodologiczna pokazująca, jak różnie definiowany i mierzony jest ten sam termin. 

Ich wniosek jest bardzo ważny dla całej medycyny estetycznej:

Obecne badania nie dowodzą, że wypełniacze nie mogą poprawiać wyglądu ani powodować przesunięcia powierzchni skóry. Pokazują jednak, że pojęcie „liftingu” nie zostało dotychczas zdefiniowane i zmierzone z wystarczającą precyzją.

Czy wypełniacz naprawdę unosi tkanki? O potrzebie mierzenia efektów, a nie tylko ich deklarowania

Lifting mechaniczny i lifting fenomenologiczny

Aby prawidłowo rozumieć wyniki badań, należy rozróżnić dwa pojęcia.

Lifting mechaniczny

W chirurgii lifting oznacza mobilizację określonych struktur anatomicznych, ich przemieszczenie zgodnie z zaplanowanym wektorem, a następnie umocowanie w nowej pozycji. Chirurg może preparować i repozycjonować skórę, warstwę SMAS oraz inne struktury tkanek miękkich.

Jest to zatem proces mechaniczny, w którym można wskazać:

  • jaka struktura została przemieszczona,
  • względem jakiego punktu odniesienia,
  • w jakim kierunku,
  • o jaką odległość,
  • w jaki sposób została utrzymana w nowym położeniu.

Lifting fenomenologiczny

Wypełniacze działają inaczej. Mogą zwiększać projekcję, uzupełniać ubytki objętościowe, wygładzać przejścia pomiędzy wypukłościami i zagłębieniami oraz zmieniać sposób odbijania światła od powierzchni twarzy.

Twarz może dzięki temu wyglądać na bardziej napiętą, wypoczętą i uniesioną, nawet jeżeli nie doszło do mechanicznej repozycji SMAS ani więzadeł.

To właśnie możemy określić jako lifting fenomenologiczny – efekt oparty na wyglądzie i percepcji, a niekoniecznie na przesunięciu struktur głębokich. Takie rozróżnienie stanowi również punkt wyjścia do praktycznego wyjaśniania pacjentom różnicy pomiędzy poprawą konturu a działaniem chirurgicznym. 

Nie oznacza to, że jeden rodzaj efektu jest lepszy od drugiego. Są to po prostu inne mechanizmy odpowiadające na inne potrzeby.

Chirurgiczny lifting nie uzupełni wszystkich ubytków objętościowych i nie poprawi automatycznie jakości skóry. Wypełniacz z kolei nie odtworzy pełnego mechanizmu chirurgicznego uwolnienia, przesunięcia i umocowania tkanek.

Co rzeczywiście mierzą systemy obrazowania 3D?

Większość badań ilościowych analizowanych przez Harrisa i Michona opierała się na stereofotogrametrii oraz systemach obrazowania powierzchni twarzy.

Takie urządzenia mogą z dużą dokładnością dokumentować:

  • zmianę konturu,
  • objętość powierzchniową,
  • położenie punktów na skórze,
  • zmianę kąta,
  • przemieszczenie powierzchni w określonym kierunku.

Nie oznacza to jednak, że niezależnie obserwują SMAS, więzadła czy głębokie przedziały tłuszczowe względem kości.

System optyczny widzi przede wszystkim zewnętrzną powierzchnię twarzy. Jeżeli pod skórę wprowadzimy preparat zajmujący określoną objętość, powierzchnia skóry musi się w pewnym stopniu przemieścić. Samo przesunięcie powierzchni nie jest jednak jeszcze dowodem, że głębokie struktury anatomiczne zostały uniesione przeciwnie do wektora grawitacji. 

Możemy zatem zmierzyć zmianę położenia punktu na skórze, ale nadal nie wiedzieć, czy wynika ona z:

  • lokalnego wypchnięcia tkanek przez objętość preparatu,
  • zmiany projekcji,
  • napięcia otaczających tkanek,
  • obrzęku,
  • redystrybucji preparatu,
  • rzeczywistego przesunięcia struktur głębokich.

To bardzo ważna różnica metodologiczna.

Badanie Suwanchindy: dlaczego więcej nie zawsze znaczy lepiej?

Jednym z najciekawszych badań omówionych przez Harrisa i Michona jest praca Suwanchindy i współpracowników z 2018 roku dotycząca techniki określanej jako posterior temporal supraSMAS lifting.

Badanie składało się z dwóch części:

  • klinicznej, obejmującej 15 pacjentów o średniej wieku 37,1 roku,
  • anatomicznej, wykonanej na 3 preparatach pochodzących od dawców (kadawerach) o średniej wieku 85,7 roku.

W części klinicznej poprawa była oceniana procentowo przez obserwatorów oraz pacjentów. Nie przedstawiono natomiast wartości przesunięcia tkanek w milimetrach.

Pomiary wektorów wykonano w części anatomicznej, wykorzystując system Vectra H1. 

Odwrócona zależność pomiędzy dawką a efektem

Najbardziej interesujące było to, że zwiększenie ilości wypełniacza nie powodowało proporcjonalnego zwiększenia przesunięcia skóry.

Wręcz przeciwnie:

Podanie 1 ml preparatu powodowało większe wektory przemieszczenia niż zastosowanie 3 lub 4 ml.

Jest to przykład tzw. odwróconej lub niemonotonicznej zależności od dawki. W prostym modelu mechanicznym oczekiwalibyśmy, że im więcej preparatu zostanie podane, tym większe będzie uniesienie. Badanie pokazało, że biomechanika tkanek jest znacznie bardziej złożona.

Autorzy rozważali, że mniejsza objętość może mieścić się w określonej przestrzeni anatomicznej i generować miejscowe napięcie powierzchni. Po przekroczeniu pojemności tej przestrzeni preparat może natomiast ulegać redystrybucji, a wektor działania może się rozpraszać.

W pracy pojawiła się również hipoteza dotycząca przemieszczania produktu pod wpływem grawitacji po przekroczeniu możliwości jego utrzymania w danym przedziale. Nie oznacza to, że każdy większy depozyt automatycznie przemieszcza się w dół. Pokazuje jednak, że dodawanie kolejnych mililitrów nie gwarantuje zwiększenia efektu uniesienia a tylko spowoduje efekt pillow face.

Wiotkość skóry ogranicza efekt

U jednego z dawców ze znacznym nadmiarem i wiotkością skóry nie zaobserwowano mierzalnego przemieszczenia powierzchni.

To niezwykle istotne klinicznie. Wypełniacz może zwiększyć objętość i lokalnie napiąć otoczenie, ale nie jest w stanie „zebrać” dużego nadmiaru skóry w taki sposób, w jaki robi to chirurg.

Im większa wiotkość i nadmiar tkanek, tym mniejsza może być zdolność niewielkiego depozytu do wygenerowania widocznego przemieszczenia całej powierzchni.

Badanie wskazało również, że technika wachlarzowa oraz dodatkowa subcyzja zmniejszały wielkość rejestrowanych wektorów. Prawdopodobnie dochodziło do większego rozproszenia działania preparatu zamiast skoncentrowania siły w jednym kierunku.

Ograniczenia badania

Wyników nie można interpretować bez zastrzeżeń. Część anatomiczna obejmowała zaledwie trzech dawców, a ich średnia wieku była znacznie wyższa niż średnia wieku pacjentów z części klinicznej. Tkanki preparatów anatomicznych różnią się również od żywych tkanek pod względem uwodnienia, napięcia, mikrokrążenia i reakcji biologicznej.

Badanie nie daje więc prostego przepisu: „1 ml zawsze działa lepiej niż 3 ml”. Pokazuje jednak coś ważniejszego:

Efekt wypełniacza nie rośnie liniowo wraz ze zwiększaniem ilości produktu.

W praktyce oznacza to, że prawidłowa kwalifikacja, anatomia miejsca podania, właściwości preparatu, kondycja skóry i technika mogą być ważniejsze niż sama liczba mililitrów.

Badanie Hernandeza: kiedy rozrzut wyników jest większy niż średni efekt

Kolejną bardzo ważną pracą było badanie Hernandeza i współpracowników z 2020 roku, będące kliniczną oceną techniki liftingu skroniowego.

Badanie objęło:

  • 12 pacjentów,
  • 24 okolice skroniowe,
  • 10 okolic leczonych preparatem HA,
  • 14 okolic leczonych preparatem CaHA.

Efekty oceniano po trzech miesiącach za pomocą systemu Vectra H2. 

Jak duże było zmierzone przesunięcie?

Średnie wartości wynosiły:

  • przesunięcie poziome: 0,13 ± 1,0 mm,
  • przesunięcie pionowe: 0,02 ± 0,5 mm,
  • zmiana objętości skroni: +0,26 ± 1,1 cm³,
  • zmiana objętości środkowej i dolnej części twarzy: –0,22 ± 3,5 cm³.

Najważniejsza nie jest sama średnia, lecz jej relacja do rozrzutu wyników.

Dla przesunięcia poziomego odchylenie standardowe było około ośmiokrotnie większe od średniego efektu. Dla przesunięcia pionowego – około 25 razy większe.

Nie oznacza to automatycznie, że cały wynik był wyłącznie błędem urządzenia. Odchylenie standardowe może odzwierciedlać zarówno różnice biologiczne pomiędzy pacjentami, jak i zmienność związaną z rejestracją obrazu, ustawieniem głowy, wyznaczaniem punktów czy samym pomiarem.

Pokazuje jednak, że efekt był bardzo mały w stosunku do rozproszenia danych.

Jeżeli średnie pionowe przesunięcie wynosi 0,02 mm, a odchylenie standardowe 0,5 mm, należy bardzo ostrożnie formułować wnioski o przewidywalnym, mechanicznym uniesieniu tkanek.

Wynik mniejszy niż możliwa niedokładność pomiaru?

Harris i Michon zestawili wielkości raportowanych efektów z publikacjami walidacyjnymi dotyczącymi systemów Vectra.

W przypadku pomiarów submilimetrowych znaczenie mają nie tylko ogólne parametry urządzenia, ale również:

  • powtarzalność pomiaru w konkretnym obszarze,
  • dokładność nałożenia skanu przed i po zabiegu,
  • ustawienie głowy i mimiki,
  • sposób wyznaczania punktów orientacyjnych,
  • różnica pomiędzy błędem globalnym a regionalnym.

Zmiana mniejsza niż 1 mm może być możliwa do wykrycia, ale wymaga walidacji dokładnie dla analizowanego obszaru i zastosowanego protokołu. W badaniach dotyczących wypełniaczy takich szczegółowych danych często nie przedstawiano. 

Niezależny obserwator widzi mniej

Badanie Hernandeza pokazało również bardzo ciekawą różnicę w subiektywnej ocenie efektu.

Wyniki w skali GAIS po trzech miesiącach wynosiły:

  • 3,08 ± 0,6 według trzech niezależnych, zaślepionych obserwatorów,
  • 4,33 według lekarza wykonującego zabieg,
  • 4,83 według pacjenta.

Zgodność pomiędzy lekarzem a pacjentem była niska – współczynnik ICC wynosił 0,317.

Nie oznacza to, że pacjent „nie ma racji”, kiedy jest zadowolony. Satysfakcja pacjenta jest ważnym wynikiem klinicznym. Nie powinna być jednak traktowana jako bezpośredni dowód mechanicznego przesunięcia tkanek.

Możliwe, że pacjent widzi:

  • poprawę proporcji,
  • bardziej harmonijny kontur,
  • mniejsze zacienienie,
  • lepszą projekcję,
  • bardziej wypoczęty wygląd.

Są to realne i wartościowe efekty. Nie są jednak tym samym co obiektywny pomiar repozycji struktur głębokich.

Różnice pomiędzy ocenami pokazują także, dlaczego w badaniach potrzebni są niezależni i zaślepieni obserwatorzy. Osoba wykonująca zabieg zna zastosowaną technikę i oczekiwany rezultat. Pacjent wie, że został poddany procedurze i może oceniać całe doświadczenie, a nie wyłącznie zmianę mechaniczną. 

Co wynika z tych badań dla praktyki?

Nie należy wyciągać z pracy Harrisa i Michona wniosku, że wypełniacze nie działają albo że nie mogą poprawiać wyglądu twarzy.

Autorzy sami podkreślają, że wypełniacze mogą przynosić wartościowe efekty estetyczne niezależnie od tego, czy dochodzi do mechanicznego liftingu. Mogą poprawiać kontur, projekcję, przejścia światłocieniowe i postrzegane podparcie twarzy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy każdą poprawę nazywamy „liftingiem”, nie precyzując, co naprawdę zostało zmierzone.

Harris i Michon proponują pięć podstawowych standardów:

  1. Precyzyjnie zdefiniować efekt – czy oceniamy powierzchnię, objętość, kąt, kontur, ocenę lekarza czy satysfakcję pacjenta?
  2. Znać dokładność metody pomiarowej – raportować średnią, odchylenie standardowe, powtarzalność, błąd rejestracji i dokładność regionalną.
  3. Ustalić wcześniej próg istotności klinicznej – określić, jaka zmiana będzie naprawdę zauważalna i istotna, a nie tylko statystycznie różna od zera.
  4. Stosować kontrolę i zaślepienie – ograniczać wpływ ustawienia głowy, oświetlenia, obrzęku, zmiany masy ciała i subiektywizmu osoby oceniającej.
  5. Używać języka zgodnego z wynikiem – jeżeli udokumentowano poprawę konturu lub przesunięcie powierzchni skóry, właśnie tak należy ten rezultat opisywać. 

W Młodości chcemy mierzyć, a nie tylko deklarować

Dobra medycyna estetyczna nie potrzebuje przesadnych obietnic. Potrzebuje prawidłowej kwalifikacji, dobrego planu i języka zgodnego z rzeczywistym efektem.

Dlatego w Młodości staramy się nie opierać oceny wyłącznie na wrażeniu: „wydaje się lepiej” albo „twarz wygląda na bardziej uniesioną”.

Prawdopodobnie jako jeden z nielicznych zespołów w Polsce dysponujemy równolegle kilkoma metodami diagnostycznymi i obrazowymi:

  • wysokoczęstotliwościowym USG skóry Dermus od BECHTOLD,,
  • USG radiologicznym,
  • systemem obrazowania i analizy twarzy AURA 3D IMAGING SYSTEM od REVISAGE.

Każda z tych metod odpowiada na inne pytanie.

USG skóry pozwala oceniać warstwy tkanek powierzchownych i ich strukturę. USG radiologiczne pomaga analizować głębiej położone tkanki, depozyty oraz nieprawidłowości wymagające diagnostyki. Aura 3D umożliwia porównywanie powierzchni twarzy, proporcji, konturu, wolumetrii i kierunków obserwowanych zmian.

Żadne pojedyncze urządzenie nie odpowiada na wszystkie pytania i żadne nie zastępuje prawidłowej kwalifikacji. Połączenie badania klinicznego, dokumentacji fotograficznej, obrazowania 3D i USG daje jednak znacznie więcej informacji niż sama subiektywna ocena zdjęcia „przed i po”.

Chcemy, aby nasze efekty były mierzalne, porównywalne i możliwe do uczciwego wyjaśnienia pacjentowi, a nie wyłącznie deklaratywne.

Bo czasami najlepszym efektem nie jest spektakularny „lifting”, lecz:

  • wyrównanie konturu,
  • poprawa jakości skóry,
  • uzupełnienie konkretnego ubytku,
  • zmniejszenie niekorzystnego cienia,
  • odtworzenie prawidłowej projekcji,
  • zahamowanie dalszego przeciążania tkanek nadmierną ilością preparatu.

Właśnie dlatego plan terapii powinien wynikać z anatomii, diagnostyki i rzeczywistych potrzeb, a nie z obietnicy, że jeden produkt „podniesie całą twarz”.

Rzetelność zamiast obietnic

W medycynie estetycznej możemy uzyskiwać piękne, naturalne i klinicznie wartościowe efekty. Nie musimy jednak nazywać każdego z nich liftingiem mechanicznym.

Czasami jest to poprawa objętości.
Czasami zmiana światłocienia.
Czasami korzystniejsze przejście konturów.
Czasami napięcie powierzchni skóry.
Czasami rzeczywiste przemieszczenie określonych punktów.

Najważniejsze, aby wiedzieć, co naprawdę osiągnęliśmy i jak to udokumentowaliśmy.

Piśmiennictwo

  1. Harris S., Michon A. Defining and Measuring “Lift” in Soft Tissue Filler-Based Facial Rejuvenation: A Critical Review and Proposed Framework. JPRAS Open. 2026. doi: 10.1016/j.jpra.2026.07.028. 
  2. Suwanchinda A. i wsp. The posterior temporal supraSMAS minimally invasive lifting technique using soft-tissue fillers. J Cosmet Dermatol. 2018;17(4):617–624. 
  3. Hernandez C.A. i wsp. Clinical validation of the temporal lifting technique using soft tissue fillers. J Cosmet Dermatol. 2020;19(10):2529–2535. 

Konsultacja kwalifikacyjna

Jeśli nie wiesz,
jaki zabieg wybrać,
zacznij od konsultacji.

Konsultacja trwa ok. 60 minut. Obejmuje wywiad lekarski, diagnostykę obrazową i indywidualny plan terapii. Po jej zakończeniu wiesz dokładnie, co i kiedy ma sens — albo że zabieg w ogóle nie jest dla Ciebie wskazany.

Czas
~60 min
Diagnostyka
AURA3D · USG
Plan terapii
W cenie